sobota, 31 sierpnia 2013

2. Oh, wujku Cal... Poob?



Wsiadłam na pokład samolotu i podałam bilet stewardessie, a ta wskazała mi moje miejsce.
‘Siedzenie 1D’. To mała ironia, wziąwszy pod uwagę, że spędzam wakacje w rodzinnym mieście Nialla.
- Oh, właśnie tutaj pani Collins - odpowiedziała stewardessa ze sztucznym uśmiechem, który jest oczywistą częścią jej pracy.
Podziękowałam jej i usiadłam na swoim miejscu. Sięgnęłam po torbę i grzebałam w niej dopóki nie znalazłam telefonu. Podłączyłam do niego słuchawki i wygodnie usiadłam, przygotowując się do lotu. No cóż, przynajmniej mam miejsce przy oknie.
Pierwsza piosenka jaka zabrzmiała to ‘The Remedy’ Jasona Mraza. Kochałam ją. Wyjęłam z torby książkę i zabrałam się za czytanie. Tak, słucham muzyki podczas czytania. Dużo ludzi dziwi się jak mogę robić obie te czynności jednocześnie, ale muzyka pomaga mi zapomnieć o reszcie świata. Po kilku godzinach czytania, oparłam głowę o szybę i powoli zasypiałam, podczas gdy przyjemne dźwięki dudniły mi w uszach.
------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak długo spałam, ale czułam się jakby to była chwilka. Kiedy sprawdziłam godzinę na telefonie, okazało się, że minęły aż trzy godziny. Cholera! Przynajmniej mniej spędzę w tym nudnym jak flaki z olejem samolocie.
Rozejrzałam się po kabinie, tylko po to, żeby zobaczyć kto siedzi na miejscu za mną. Chłopak wyglądał gdzieś na mój wiek, miał kręcone potargane włosy i śliczne zielone oczy. Zmusiłam się by odwrócić wzrok, by nie zatopić się w nich. Jednak, choć zrobiłam to bardzo szybko, zdążyłam zarumienieć na twarzy. Zaczęłam znowu słuchać muzyki starając się zapomnieć o ślicznych oczach, które sprawiły, że moje policzki zrobiły się całe czerwone.
Niedługo później ktoś usiadł na pustym miejscu obok mnie. I nigdy nie zgadniecie kto to był. TEN CHŁOPAK.
- Cześć, jestem Sean – uśmiechnął się uroczo, gdy jego irlandzki akcent dochodził do mojego ucha.
- Erin, miło cię poznać – grzecznie przedstawiłam się starając się unikać jego wzroku.
- Oooooo! Jesteś Amerykanką! Uwielbiam twój akcent, jest wspaniały – jego uśmiech był przesłodki. Zarumieniłam się jak głupiutka uczennica i spojrzałam na telefon rozpraszając się.
- Z jakiej części Ameryki pochodzisz? – zapytał.
- Wisconsin – odpowiedziałam. Mentalnie przygotowywałam się na jakieś żarty o krowach i piwie, które mógłby opowiedzieć o moim ślicznym domu. Ale nie zrobił nic podobnego. Zamiast tego rozmawialiśmy chwilę o tym jak tam jest i o dziwo, łatwo się z nim rozmawiało. Zwykle jestem dość nieśmiała, ale z jakiegoś powodu przy Sean’ie się otworzyłam.
Rozmawialiśmy przez chwilę i kiedy znowu spojrzałam na telefon, następna godzina minęła. Naprawdę nie sądziłam, że rozmawialiśmy tak długo!
Zanim zdążyłam zrozumieć co się dzieje, Sean zabrał mój telefon i zapisał w nim swój numer.
- Zadzwoń do mnie – uśmiechnął się. I znowu, rumieńce wróciły.
„Okej” było wszystkim co wykrztusiłam z siebie, bo nie miałam pojęcia co powiedzieć. Nie byłam typem flirciary. A nawet jeśli, wciąż prawdopodobnie nie wiedziałabym jak odpowiedzieć. Chłopców tacy jak on nie ma w Wisconsin. Jest zbyt atrakcyjny i uroczy.
Przed powrotem na swoje miejsce, pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha :
- Nie mogę się doczekać aż odbiorę od ciebie telefon.
Pachniał bardzo ładnie, jak wiosenna noc. Czy to co mówię nie jest dziwne? Oh, cóż, jestem dziwnym człowiekiem. Ale spróbuję nie ukazywać tego przy Sean’ie. W każdym razie, zaraz lądujemy!
- Pasażerowie, proszę zapiąć pasy i przygotować się do lądowania. Wylądujemy w Dublinie za około trzydzieści minut – usłyszałam głos stewardessy w głośniku. Czy ona słyszy to co ja myślę? Pewnie tak. Zrobiłam to co kazała, zapięłam pasy i dodatkowo zapakowałam książkę do torby.
------------------------------------------------------------------------------------------
Teraz nadszedł czas na namierzenie w tym obcym lotnisku wujka Callum’a i ciocię Tarę, których nigdy w życiu nie spotkałam i mam nadzieję, ze nie uznają mnie za zbyt dziwną. Oh, to może być zabawne.
Pierwsze co zrobiłam po opuszczeniu samolotu, to szukanie tych ludzi. Na szczęście, nie było to trudne. Spojrzałam prosto przed siebie i ujrzałam mężczyznę o bladej cerze, rudych kręconych włosach i zielonych oczach, stojącego obok pięknej kobiety z długimi, ciemnobrązowymi włosami i niebieskimi oczami. Chciało mi się śmiać ze stereotypowego wręcz wyglądu mężczyzny. Był moim szczerym wyobrażeniem Irlandczyka. Para stała z chłopakiem, wyglądającym na mój wiek. Grupka trzymała transparent z napisem „WITAMY W IRLANDII ERIN COLLINS!” i tylko dzięki temu zrozumiałam, że to muszą być wujek Callum i ciocia Tara. Chłopak jest pewnie ich synem, ale nie mam pojęcia czemu rodzice nigdy o nim nie wspominali.
- CZEŚĆ! Ty musisz być Erin! – mężczyzna głośno do mnie krzyknął. Wyglądał na naprawdę podekscytowanego spotkaniem ze mną.
- Tak, to ja – zachichotałam nerwowo – A ty musisz być wujek Callum – ostrożnie odpowiedziałam, ze strachem, że znowu się na mnie wydrze.
- Bleeee, nie nazywaj mnie tak. Mów mi wujek Cal. Callum to imię mojego ojca. Nigdy nie mogłem go znieść – śmieję się na jego odpowiedź. Wydaje się interesującym człowiekiem – W każdym razie, na pewno polubisz Irlandię. Powinno ci się wydawać wręcz, że jesteś w Wisconsin, oba te miejsca żyją pubami i piwem – Jego irlandzki akcent zaznaczał się gdy wymawiał słowo „pub”. Brzmiało bardziej jakby mówił „poob”. Zachichotałam cichutko. Zdecydowanie nie muszę się przejmować, że wezmą mnie za dziwaka. Ci ludzie odbierają na tych samych falach co ja! Jeden kłopot z głowy mniej.
- Cześć, jestem Tara, a to nasz syn Conor – kobieta grzecznie przedstawiła siebie i syna, przerywając moje przemyślenia. Jest w niej coś takiego, że wiem, że będziemy się razem wspaniale czuć.
Po zabraniu moich bagaży, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę do Mullingar. Kiedy dotarliśmy do ich domu, nie mogłam pojąć jak śliczny jest. Był dość duży jak na małą rodzinę, z czterema pokojami i uroczym malutkim ogródkiem z tyłu. Drewniany płotek sprawiał, że wszystko wyglądało jak niewielki domek wiejski (w oryginale cottage sprawdźcie co to dokładnie znaczy, bo trudno to przetłumaczyć xD). Miałam szeroki uśmiech na twarzy i otwarte w zdumieniu oczy. Myślę, że Conor to zauważył, bo zaśmiał się cicho z mojej dziecinnej reakcji.
Ciocia Tara pokazała mi mój pokój. Był perfekcyjny, właśnie tak go sobie wyobrażałam! Był przeciętnej wielkości i miał śliczny kredens i biurko. Był udekorowany idealnie dla nastolatki. Łóżko było dość duże w porównaniu z tym, jakie miałam w domu. Ośmieliłam się na mały spacerek żeby odnaleźć łazienkę.
Próbowałam zdecydować, czy rozpakować się czy nie. Uznałam, że teraz będzie lepsze niż później. W jednej z walizek znalazłam zdjęcie Ryleigh, które ona tam włożyła. Z tyłu napisała „Obiecaj, że nie zapomnisz o mnie i rodzince tutaj. Baw się dobrze siostrzyczko. Kocham cię! XO
J”.

Sięgnęłam po telefon i zdecydowałam się jej odpisać. Potem i tak obdzwonię wszystkich, by wiedzieć, czy są bezpieczni.
Ja : Oh, Ry. Nigdy nie mam zamiaru o was zapomnieć. Zwłaszcza o tobie. Kocham cię maluchu.
Potem zadzwoniłam do całej rodziny i opowiedziałam im całą historię : lot (pomijając Seana oczywiście), spotkanie Cal’a, Tary i Conora i zobaczenie domu. Musiałam niestety kończyć, co usprawiedliwiłam kolacją. A JA WRĘCZ GŁODOWAŁAM.
Na kolacji zjadłam dużo. Rozumiecie. DUUUUUŻO. Na szczęście mam szybki metabolizm, więc się tym nie przejmuję. Siostra często drażniła się ze mną, bo wiecznie byłam głodna. A dzisiaj, jedyne co jadłam to śniadanie i odrażające samolotowe żarcie. W każdym razie, byłam gotowa na zjedzenie swojego pierwszego irlandzkiego posiłku, nie byłam rozczarowana ani trochę. Mogę powiedzieć, że ciocia Tara jest nieziemską kucharką.
Po zaspokojeniu mojego brzucha, zrozumiałam jak strasznie jestem zmęczona. Powiedziałam wszystkim dobranoc i podziękowałam wszystkim za przyjęcie mnie na wakacje, po czym poszłam spać.

------------------------------------------------------------------------------------------

jestem Dominika, druga tłumaczka
J Mam nadzieję, że mój przekład was zadowoli, choć wiem, że idealny nie jest, ale proszę o wyrozumiałość, pierwszy raz tłumaczę hihi

niedziela, 11 sierpnia 2013

1. "Moje lato w Irlandii"

- ŚNIADANIE GOTOWE !
- OKEJ MAMO ! BĘDĘ NA DOLE ZA MINUTĘ ! - Odkrzyknęłam do niej z mojego pokoju na górze. Właśnie zaczynałam pakować się do mojej podróży, choć powinnam być spakowana kilka dni temu. 'Gdzie jadę ?' moglibyście zapytać. Spędzę lato w Mullingar, w Irlandii.

Nazywam się Erin Collins. Mam 18 lat i jestem z Wisconsin w USA. Właśnie ukończyłam liceum i moje letnie wakacje miały się rozpocząć. Ale to nie miało być zwyczajne lato. W tym roku miałam spędzić je w Irlandii. Niektórzy z was muszą się zastanawiać 'Dlaczego Irlandia ?'. Więc wyjaśnię. To była rodzinna tradycja, by spędzić tam lato gdy skończysz 18 lat i dowiedzieć się wszystkiego o dziedzictwie rodzinnym oraz poznać rodzinę, która wciąż tam mieszkała, bo czemu by nie ? Więc to właśnie tam będę zmuszona spędzić następne trzy miesiące.

Moja rodzina ma bardzo bogate irlandzkie dziedzictwo. Po tym, jak moi dziadkowie przybyli do Ameryki wiele lat temu, założyli rodzinę i zachowali w niej wszelkiego rodzaju irlandzkie tradycje. Ze wszystkich miejsc do wyboru, nie mam pojęcia, dlaczego przyjechali akurat do Wisconsin. Jedyne rzeczy, które ludzie tu naprawdę robią to oglądanie football'u, picie piwa, polowanie, łowienie ryb oraz jedzenie sera. Nie ma tu wiele do zobaczenia oprócz krów i gopodarstw. Ale jest spokojnie. I dlatego to kocham.

- Cześć, Erin - Ryleigh powitała mnie gdy weszłam do kuchni na śniadanie. Patrząc w jej oczy mogłam powiedzieć, że nie była gotowa pozwolić mi odejść na lato, jednak wciąż się uśmiechała by nie zniszczyć mojego podniecenia. Była bardzo dojrzała jak na czternastoletnią dziewczynę. Przez większość czasu była bardziej dojrzała niż ja. Jedyną rzeczą, która oddawała jej wiek była jej szalona obsesja na punkcie One Direction. Każdego ranka zostawiała swojego iPhone'a w jej pokoju i włączała ich album. Dzięki niej znałam wszystkie słowa z większości piosenek i imię każdego z chłopaków z zespołu. Niall była jej ulubionym i była zazdrosna, że spędzę całe lato w jego rodzinnym mieście. Dała mi jego zdjęcie bym zdobyła jej autograf jeśli go spotkam podczas pobytu w Irlandii.

- Co robiłaś w swoim pokoju, hmm ? Kończyłaś się pakować ? - spytała mnie mama.
- Więc, umm, tak - próbowałam uniknąć tematu wiedząc, że moja terminowa mama nie zatwierdzi mojego skrajnego zwlekania - Aktualnie, muszę się spakować... - skuliłam się, czekając na jej reakcję.
- Co ?! ERIN ! Wylatujesz za sześć godzin i jeszcze się nie spakowałaś ?! Następnym razem mam ci powiedzieć, żebyś zaczęła się pakować TRZY MIESIĄCE WCZEŚNIEJ ?! Nigdy nie jesteś gotowa na czas ! - wrzeszczała na mnie.
- Pomogę jej - Zasygnalizowała Keela jak tylko weszła do kuchni. Tak, zasygnalizowała. Keela jest głucha. Straciła słuch w wypadku samochodowym gdy miała 9 lat. Nasza cała rodzina nauczyła się języka migowego trochę później, ale Keela potrafiła też czytać z ruchu warg, co ułatwiało komunikację.

Keela i ja byłyśmy bardzo zżyte ze sobą. Bardziej, niż siostry normalnie są. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, zawsze była ze mną, nieważne w jakiej sprawie. Najlepiej spędzałyśmy czas razem. Myślę, że to dlatego, że między nami był tylko rok różnicy.

Obie udałyśmy się na górę i szybko pomogła mi spakować resztę moich rzeczy. Gdy skończyłyśmy miałam dwie wielkie walizki i jedną torbę podręczną do samolotu. Byłam bardzo wydajnym pakowaczem jeśli tylko tak sobie powiedziałam.

Po jakimś czasie całą rodziną udaliśmy się na lunch jako swego rodzaju 'Żegnaj na wakacje, będziemy tęsknić' posiłek. Poza tym, że byłam podekscytowana wyjazdem, bałam się pożegnania, które już wkrótce będzie musiało nastąpić.

Po posiłku udaliśmy się na lotnisko. Kiedy miałam wejść na pokład samolotu powiedziałam im wszystkim 'Do widzenia'. Moja mama, tata, Keela i Ryleigh przytulili mnie ze łzami w oczach i życzyli mi powodzenia w podróży.

- Zadzwoń do nas kiedy wylądujesz, kochanie. Wujek Callum i ciocia Tara spotkają się z tobą dopiero na lotnisku kiedy wylądujesz w Irlandii. Odbiorą cię i zostaniesz z nimi na całe wakacje - chociaż mówiła mi to setki razy, wiem, że potrzebowała powiedzieć mi to jeszcze raz tylko dla własnego spokoju. Tylko chciała mieć pewność że nie zgubię się w innym kraju. Zrozumiałe.
- Oczywiście, że zadzwonię mamo. - Uśmiechnęłam się do niej i reszty rodziny zanim wsiadłam na pokład samolotu by zacząć moje ekstrawaganckie lato.

Nie wiedziałam, że to lato to będzie więcej niż tylko nauka o historii naszej rodziny...
____________________________

No to jest pierwszy rozdział :) Nie wiem jak często będą rozdziały, bo ten jest najkrótszy, reszta ma po kilka stron. Zostawiam was w rękach Dominiki :) Więc do zobaczenia przy trzecim rozdziale, buziaki :*